WIĘCEJ NIC NA BLOGU NIE NAPISZĘ! ZAMIERZAM WYKORZYSTAĆ TEN POCZĄTEK DO ZROBIENIA KSIĄŻKI. GDY SKOŃCZĘ WYDRUKUJĘ TEKST I BYĆ MOŻE KOMUŚ POKAŻĘ. PA!
piątek, 13 września 2013
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rozdział 1
Pierwszy dzień świąt, a ja już mam dość. W sumie to nawet nie są święta, przecież dopiero Boże Narodzenie nim jest.
- Ale dlaczego zawsze mi to robisz?- wykrzyczałam mamie w twarz. Nie lubiła tego i mogłam spodziewać się, że zaraz poczuję jej dłoń na moim policzku, ale jednak tak się nie stało.
- Co ja tobie takiego robię? Troszczę się o ciebie? To jest dla ciebie złe?- nie spodziewałam się, że powie do mnie to tak spokojnym tonem. Nigdy nie miałam z nią łatwo. Często mnie biła, szarpała, wyzywała. Pamiętam jakby to było wczoraj, że napluła mi kiedyś w twarz. Nie jestem pewna, co ja tutaj robię. Już dawno powinnam była stąd uciec.
- Troszczysz się? Rozwalając mi telefon, laptopa, zamykając drzwi na klucz?- zapytałam się tak samo spokojnie jak ona. Czym spokojniej będę mówić tym prędzej się zdenerwuje, a ja wtedy wyskoczę przez okno, tak jak zawsze to robiłam. Od razu pobiegłabym do mojej przyjaciółki. Głupia byłam, że nie przyjęłam od niej zaproszenia. Z pewnością teraz bawiłabym się świetnie.
- Chciałam cię choć na chwilę odciągnąć od twojego świata. Miałam nadzieję, że spędzisz ze mną te święta, ze mną.- gdy skończyła mówić zauważyłam, że matka próbuję wymusić u siebie łzy. Zawsze to robi, żebym miała wyrzuty sumienia za wszystkie krzyki. Tym razem nie przesadziłam. Mogła mi to powiedzieć, a nie rozwalać wszystko i zamykać drzwi na klucz, po czym je chować. Nie lubiłam nigdy takiego zachowania. Nie lubiłam gdy człowiek pokazuje mi jaką tak naprawdę jest pizdą.
- Dobra! Spędziłam z tobą, aż za dużo tego czasu.- powiedziałam do kobiety biorąc buty w rękę- Teraz stąd wybywam, bo nie zniosę więcej takiego traktowania- wstałam z pufy i ściągnęłam kurkę z wieszaka. Czułam jak buty mi latają na nogach, ale nie chciałam marnować czasu na wiązanie ich. Wyszłam przez okno, po czym założyłam na siebie kolorową kurtkę. Patrząc na nią zamarzyłam, aby moje życie choć trochę było jak ona. Miało troszkę koloru, a nie ciągle białe, albo czarne.
Będąc pięć minut drogi od domu przykucnęłam, aby zawiązać sznurówki. Nikogo w koło nie było. Każdy świętował jutrzejszy dzień z rodziną. Nie wiem o co tyle zachodu. Moich urodzin nie obchodzi pół świata. Zresztą w biblii było napisane, że w ten dzień urodził się Jezus, a nie Bóg. Ten dzień powinien nazywać się Wigilia Jezusowego Narodzenia.
- Zresztą- powiedziałam do siebie na głos- Czy naprawdę jest ktoś taki jak Jezus, czy Bóg?
Powiedziałam do siebie i ruszyłam w kierunku mieszkania dziewczyny, która ją wcześniej zaprosiła. Marysia była cudowną osobą. Miała dar empatii. Nie tak jak inne dziewczyny lub inni chłopacy, nic się dla nich nie liczy tylko oni sami.
Po kilku minutach zmarznięta zapukałam zlodowaciałymi kostkami do drzwi przyjaciółki, jednak nie ona otworzyła, lecz jej chłopak. Posłałam mu ciepły uśmiech.
- Jest Mary?- zapytałam się go cichym głosikiem patrząc się na jego twarz, nie w oczy lecz twarz.
- Jasne, wejdź Faustyna.- gdy wypowiedział moje imię przewróciłam swoimi oczami. Widząc, że się odsunął weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Ściągnęłam z siebie płaszcz i buty, po czym przeszłam do salonu. Z uśmiechem na twarzy uścisnęłam Marię na powitanie.
- Co tak późno? Martwiliśmy się o ciebie.- powiedziała do mnie, jak zwykle troskliwa, przyjaciółka.
- Jak to późno? Przecież nie miałam przychodzić.- wcale nie byłam zdziwiona, bo chyba każdy wiedział, że nie wysiedzę całego wieczoru z mamą. Spojrzałam na stół, gdzie były świąteczne potrawy. Westchnęłam głośno widząc, że są nietknięta.- Na kogo jeszcze czekacie?- zapytałam się patrząc raz na przyjaciółkę, później na jej chłopaka i tak w koło. Byłam pewna, że nikt. Czekali na mnie.
- Na nikogo. Będziemy tylko we trzech. No chyba, że wpadnie do nas jakiś niezapomniany gość.- Marysia posłała mi ciepły uśmiech i klasnęła wesoło w ręce- No chodźmy do stołu, bo jestem głodna.- powiedziała widocznie podniecona. Od razu było wiadomo, że to ona wszystko przygotowała.
- Wygląda smakowicie- ruszyłam w kierunku stołu, ale tak jak wszyscy nie usiadłam na krześle, czekałam, aż pan domu, w tym przypadku Dawid, rozda opłatek i wypowie życzenia. Gdy skończył usiedliśmy się na krzesłach i zabraliśmy się za barszcz czerwony. Czekałam, aż oni nałożyli sobie na talerz jakąś potrawę i wtedy wzięłam sobie dwa małe pierogi.- Smacznego.- powiedziałam do wszystkich i zabrałam się za jedzenie. Nie lubiłam jeść za czyjeś pieniądze dlatego robiłam to wolno.
- Nie smakuje ci?- zapytała się mnie Mary widząc, że na talerzu był nietknięty pieróg.
- Co za głupoty wygadujesz. Są lepsze niż te co moja babcia kiedyś dla nas zrobiła.- powiedziałam do niej szczerze.
Po dwóch godzinach od mojego przyjścia wszyscy byli najedzeni. Nagle zauważyłam, że Mary i Dawid zaczęli się do siebie uśmiechać i porozumiewać wzrokiem, od razu wiedziałam, że coś kombinują. Widząc jak chłopak podchodzi do fortepianu od razu domyśliłam się o co im chodzi.
- O nie, nie, nie. Nie będę śpiewała- zaprotestowałam śmiejąc się głośno- Ja nawet nie znam tekstu kolęd- powiedziałam stając przy fortepianie, ale wiedziałam, że to nic nie pomoże, bo oni byli zawsze na wszystko przygotowani. Zobaczyłam jak Marysia niesie kamerę i śpiewnik, który razem drukowałyśmy jakieś trzy dni temu. Puknęłam się wierzchem dłoni w czoło i zaśmiałam się. No tak, zapomniałam o tym.- No dobrze, wygraliście. Widzę, że nic mi nie da wykręcanie- powiedziałam i wzięłam od dziewczyny kartki.
- Musimy zrobić próbę zanim Marysia zacznie nas nagrywać. Zaczniemy ją od kolędy "Cicha noc"- powiedział Dawid i zaczął grać na ogromnym instrumencie. W odpowiednim momencie zaczęłam śpiewać, ale nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ja otworzę, nie przeszkadzajcie sobie!- powiedziała podekscytowana dziewczyna i ruszyła w kierunku drzwi. Równocześnie z chłopakiem wzruszyliśmy ramionami i wróciliśmy do naszego zajęcia.
- Ale dlaczego zawsze mi to robisz?- wykrzyczałam mamie w twarz. Nie lubiła tego i mogłam spodziewać się, że zaraz poczuję jej dłoń na moim policzku, ale jednak tak się nie stało.
- Co ja tobie takiego robię? Troszczę się o ciebie? To jest dla ciebie złe?- nie spodziewałam się, że powie do mnie to tak spokojnym tonem. Nigdy nie miałam z nią łatwo. Często mnie biła, szarpała, wyzywała. Pamiętam jakby to było wczoraj, że napluła mi kiedyś w twarz. Nie jestem pewna, co ja tutaj robię. Już dawno powinnam była stąd uciec.
- Troszczysz się? Rozwalając mi telefon, laptopa, zamykając drzwi na klucz?- zapytałam się tak samo spokojnie jak ona. Czym spokojniej będę mówić tym prędzej się zdenerwuje, a ja wtedy wyskoczę przez okno, tak jak zawsze to robiłam. Od razu pobiegłabym do mojej przyjaciółki. Głupia byłam, że nie przyjęłam od niej zaproszenia. Z pewnością teraz bawiłabym się świetnie.
- Chciałam cię choć na chwilę odciągnąć od twojego świata. Miałam nadzieję, że spędzisz ze mną te święta, ze mną.- gdy skończyła mówić zauważyłam, że matka próbuję wymusić u siebie łzy. Zawsze to robi, żebym miała wyrzuty sumienia za wszystkie krzyki. Tym razem nie przesadziłam. Mogła mi to powiedzieć, a nie rozwalać wszystko i zamykać drzwi na klucz, po czym je chować. Nie lubiłam nigdy takiego zachowania. Nie lubiłam gdy człowiek pokazuje mi jaką tak naprawdę jest pizdą.
- Dobra! Spędziłam z tobą, aż za dużo tego czasu.- powiedziałam do kobiety biorąc buty w rękę- Teraz stąd wybywam, bo nie zniosę więcej takiego traktowania- wstałam z pufy i ściągnęłam kurkę z wieszaka. Czułam jak buty mi latają na nogach, ale nie chciałam marnować czasu na wiązanie ich. Wyszłam przez okno, po czym założyłam na siebie kolorową kurtkę. Patrząc na nią zamarzyłam, aby moje życie choć trochę było jak ona. Miało troszkę koloru, a nie ciągle białe, albo czarne.
Będąc pięć minut drogi od domu przykucnęłam, aby zawiązać sznurówki. Nikogo w koło nie było. Każdy świętował jutrzejszy dzień z rodziną. Nie wiem o co tyle zachodu. Moich urodzin nie obchodzi pół świata. Zresztą w biblii było napisane, że w ten dzień urodził się Jezus, a nie Bóg. Ten dzień powinien nazywać się Wigilia Jezusowego Narodzenia.
- Zresztą- powiedziałam do siebie na głos- Czy naprawdę jest ktoś taki jak Jezus, czy Bóg?
Powiedziałam do siebie i ruszyłam w kierunku mieszkania dziewczyny, która ją wcześniej zaprosiła. Marysia była cudowną osobą. Miała dar empatii. Nie tak jak inne dziewczyny lub inni chłopacy, nic się dla nich nie liczy tylko oni sami.
Po kilku minutach zmarznięta zapukałam zlodowaciałymi kostkami do drzwi przyjaciółki, jednak nie ona otworzyła, lecz jej chłopak. Posłałam mu ciepły uśmiech.
- Jest Mary?- zapytałam się go cichym głosikiem patrząc się na jego twarz, nie w oczy lecz twarz.
- Jasne, wejdź Faustyna.- gdy wypowiedział moje imię przewróciłam swoimi oczami. Widząc, że się odsunął weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Ściągnęłam z siebie płaszcz i buty, po czym przeszłam do salonu. Z uśmiechem na twarzy uścisnęłam Marię na powitanie.
- Co tak późno? Martwiliśmy się o ciebie.- powiedziała do mnie, jak zwykle troskliwa, przyjaciółka.
- Jak to późno? Przecież nie miałam przychodzić.- wcale nie byłam zdziwiona, bo chyba każdy wiedział, że nie wysiedzę całego wieczoru z mamą. Spojrzałam na stół, gdzie były świąteczne potrawy. Westchnęłam głośno widząc, że są nietknięta.- Na kogo jeszcze czekacie?- zapytałam się patrząc raz na przyjaciółkę, później na jej chłopaka i tak w koło. Byłam pewna, że nikt. Czekali na mnie.
- Na nikogo. Będziemy tylko we trzech. No chyba, że wpadnie do nas jakiś niezapomniany gość.- Marysia posłała mi ciepły uśmiech i klasnęła wesoło w ręce- No chodźmy do stołu, bo jestem głodna.- powiedziała widocznie podniecona. Od razu było wiadomo, że to ona wszystko przygotowała.
- Wygląda smakowicie- ruszyłam w kierunku stołu, ale tak jak wszyscy nie usiadłam na krześle, czekałam, aż pan domu, w tym przypadku Dawid, rozda opłatek i wypowie życzenia. Gdy skończył usiedliśmy się na krzesłach i zabraliśmy się za barszcz czerwony. Czekałam, aż oni nałożyli sobie na talerz jakąś potrawę i wtedy wzięłam sobie dwa małe pierogi.- Smacznego.- powiedziałam do wszystkich i zabrałam się za jedzenie. Nie lubiłam jeść za czyjeś pieniądze dlatego robiłam to wolno.
- Nie smakuje ci?- zapytała się mnie Mary widząc, że na talerzu był nietknięty pieróg.
- Co za głupoty wygadujesz. Są lepsze niż te co moja babcia kiedyś dla nas zrobiła.- powiedziałam do niej szczerze.
Po dwóch godzinach od mojego przyjścia wszyscy byli najedzeni. Nagle zauważyłam, że Mary i Dawid zaczęli się do siebie uśmiechać i porozumiewać wzrokiem, od razu wiedziałam, że coś kombinują. Widząc jak chłopak podchodzi do fortepianu od razu domyśliłam się o co im chodzi.
- O nie, nie, nie. Nie będę śpiewała- zaprotestowałam śmiejąc się głośno- Ja nawet nie znam tekstu kolęd- powiedziałam stając przy fortepianie, ale wiedziałam, że to nic nie pomoże, bo oni byli zawsze na wszystko przygotowani. Zobaczyłam jak Marysia niesie kamerę i śpiewnik, który razem drukowałyśmy jakieś trzy dni temu. Puknęłam się wierzchem dłoni w czoło i zaśmiałam się. No tak, zapomniałam o tym.- No dobrze, wygraliście. Widzę, że nic mi nie da wykręcanie- powiedziałam i wzięłam od dziewczyny kartki.
- Musimy zrobić próbę zanim Marysia zacznie nas nagrywać. Zaczniemy ją od kolędy "Cicha noc"- powiedział Dawid i zaczął grać na ogromnym instrumencie. W odpowiednim momencie zaczęłam śpiewać, ale nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ja otworzę, nie przeszkadzajcie sobie!- powiedziała podekscytowana dziewczyna i ruszyła w kierunku drzwi. Równocześnie z chłopakiem wzruszyliśmy ramionami i wróciliśmy do naszego zajęcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)